• O cenach wody i ścieków i emocjach, jakie wzbudzają, czyli dylematy zarządzania firmami wodociągowymi

    Jakiś czas temu obiecaliśmy relację ze spotkania rady osiedla z mieszkańcami w sprawie nowych taryf za wodę i ścieki. Dzisiaj obietnicę spełniamy, choć nie będzie to relacja w ścisłym znaczeniu, ale raczej omówienie tego, co było przedmiotem wykładu/dyskusji, a co można streścić w pytaniach:

    1. Czym jest przedsiębiorstwo wodociągowe?
    2. Co wpływa na cenę wody i ścieków i dlaczego ceny rosną?
    3. Czy woda rzeczywiście jest droga?

    Kiedy odkręcamy kran, albo wciskamy przycisk spłuczki, robimy to niejako odruchowo, machinalnie wręcz. Nie roztrząsamy, skąd jest woda i dokąd leci. Jest i leci. To wszystko. Ma być, ma lecieć, ma być czysta i ma odpłynąć – gdzieś tam.

    To, co właściwie nieistotne i niezauważalne dla klienta (odbiorców wody), jest istotą i treścią pracy przedsiębiorstwa wodociągowego. Jego sensem i uzasadnieniem istnienia. Czym jest, więc owo przedsiębiorstwo wodociągowe? Przedsiębiorstwem wodociągowym, może być przedsiębiorca (czyli potocznie firma) lub gminna jednostka organizacyjna (np. zakład komunalny), jeżeli prowadzi działalność gospodarczą związaną z zaopatrzeniem w wodę. Działalność zaopatrzenia w wodę ma z kolei swoją specyfikę. Specyfika ta wynika z tego, że z jednej strony, przedsiębiorstwo wodociągowe, musi spełniać wszystkie rygory określone dla przedsiębiorców (firm), a z drugiej strony, musi wykonywać w imieniu gminy jej zadania własne o charakterze użyteczności publicznej, czyli takie zadania, które gmina musi realizować, a dodatkowo musi realizować bez względu na koszty. Jak określił to niedawno jeden z prawników: działalność zaopatrzenia w wodę, to taniec na polu minowym. My się z tym poglądem zgadzamy.

    Zadaniem ZWiK (przedsiębiorstwa wodociągowego) jest dostarczanie wody do domów i odbieranie ścieków. Koszt tych działań wyrażony jest w cenie za m3 wody i ścieków. Cena zaś ustalana jest każdego roku przez radę gminy i ma umożliwić ZWiK pokrycie wszystkich kosztów wynikających z realizacji zadań.

    Skąd, zatem biorą się koszty w przedsiębiorstwie wodociągowym? Przecież woda jest w ziemi i płynie do kranu rurą! To prawda. Żeby jednak ZWiK mógł pobrać wodę z ziemi musi wybudować studnię głębinową z pompami (koszt ok. 150 tys. zł – studni mamy 10). Woda ze studni musi zostać uzdatniona (przefiltrowana). Kilka lat temu nie była wymagana dokładna filtracja. Wystarczył prosty zbiornik z piaskiem filtrującym. Dzisiaj filtracja musi być prowadzona niezwykle skrupulatnie, przez skomplikowane urządzenia i w sposób zapewniający oczyszczenie (uzdatnienie) wody do poziomu określonego w przepisach ministra zdrowia. Przepisy w 2007 r. minister bardzo zaostrzył. Skutek? Stacje uzdatniania wody, które jeszcze w czwartek dostarczały zdrową wodę w piątek już zdrowej wody-w myśl nowych przepisów-nie dostarczały. Trzeba było je modernizować pod rygorem zamknięcia (a przecież pamiętamy, że gmina dostarczyć wodę i odebrać ścieki musi).
    Stacji uzdatniania w gminie mamy obecnie 8. Ale przecież stacje to nie wszystko. Potrzebna jest sieć wodociągowa, żeby woda dotarła w każdy zakątek gminy. Sieci wodociągowej mamy w gminie ok. 250 km (proszę zamknąć oczy i wyobrazić sobie drogę z Warty do Warszawy-daleko, prawda? To właśnie długość naszej sieci). Sieć musi mieć zasuwy (kilkaset-w samej Warcie ok. 120-wymienione przez ZWiK w 2011 r.), hydranty (ok. 500) itd.
    Woda sama nie wypływa z ujęcia. Trzeba ją pompować do stacji uzdatniania wody, a potem do sieci, utrzymywać odpowiednie ciśnienie (i jakość), bywa że w szczerym polu, dla kilku odbiorców. Do tego niezbędna jest energia elektryczna. Przez 24 godziny na dobę i 365 dni w roku. Koszt? Kilkaset tysięcy rocznie.
    ZWiK za wodę pobraną z ziemi płaci kilkadziesiąt tysięcy rocznie. Wodę należy badać. Dziesięć lat temu badań wykonywano ok. 30 rocznie. Dzisiaj obowiązkowych badań wykonujemy ok. 300-400 rocznie, koszt kilkadziesiąt tysięcy, ponieważ te badania muszą być wykonywane przez specjalne laboratoria (zatwierdzone przez sanepid). Dodatkowo badamy wodę (kilkaset badań) we własnym laboratorium (i z pełnym przekonaniem polecamy ją do picia prosto z kranu zarówno my, jak i sanepid!).
    Stacje uzdatniania wody, (ale też dwie oczyszczalnie) sieć wodociągowa i sieć kanalizacyjna, studnie głębinowe, zasuwy, hydranty, studnie kanalizacyjne itp., to majątek. W ostatnich dziesięciu latach majątek, którym zarządza spółka wzrósł o 600% (z ok. 5 mln zł do ponad 31 mln zł)! Ten majątek trzeba utrzymywać, konserwować, zapewniać sprawność maszyn, odpowiednią jakość wody i ścieków, naprawiać, wymieniać, remontować. Muszą to robić ludzie. Coraz lepiej wykształceni, z większą wiedzą, umiejętnościami. A robią to przy pomocą coraz bardziej skomplikowanych narzędzi, maszyn, urządzeń. Coraz szybciej i sprawniej. Bo takie oczekiwania (i słusznie!) mają klienci i takie są dzisiejsze wyzwania.
    Proszę zwrócić uwagę na to, że w tym samym czasie, w którym majątek powiększył się o 600%, liczba odbiorców (mieszkańców gminy) nie zmieniła się. Zarówno dziesięć lat temu, jak i dzisiaj w gminie mieszka ok. 13 tys. osób. I to jest klucz. To jest odpowiedź na pytanie: dlaczego rosną ceny? Rosną, bo wielokrotnie wyższy koszt rozkłada się na tę samą liczbę mieszkańców. To tak, jakby przenieść mały kiosk, który sprzedaje codziennie 13 gazet, do wielkiego centrum handlowego, w którym także będzie sprzedawał 13 gazet. Czy to ma sens? Ekonomiczne uzasadnienie? Nie bardzo. Ale to jest właśnie użyteczność publiczna. Zadania o charakterze użyteczności publicznej muszą być wykonywane bez względu na koszty.
    W swojej znakomitej książce pt.: Doktryna jakości, prof. A. Blikle pisze o dwóch rodzajach przedsiębiorstw. Przedsiębiorstwach hubach i przedsiębiorstwach drzewach. Przedsiębiorstwo huba istnieje tylko po, żeby się żywić. Nie przynosi żadnych korzyści, jest właściwie po nic, jest pasożytem. Przedsiębiorstwo drzewo żywi się natomiast po to, by istnieć.
    Przedsiębiorstwo wodociągowe jest przedsiębiorstwem drzewem. Żeby istnieć (i realizować swoje zadania, powołanie, misję) musi się żywić.

    W ostatnich pięciu latach ZWiK wykonał własnym staraniem i własnymi nakładami finansowymi inwestycje o wartości ok. 4,5 mln zł. Korzystamy, co prawda ze środków unijnych i funduszy ochrony środowiska, ale te środki nie pokrywają nigdy całości inwestycji. Potrzebny jest wkład własny. Ten wkład stanowi ok. 50% całości inwestycji i żeby go sobie zapewnić trzeba mieć stabilną sytuację finansową, czyli mieć możliwość spłacania kredytów i pożyczek, które trzeba zaciągnąć (po to, by zapłacić wykonawcom zanim otrzyma się zwrot dotacji – w czerwcu br. np. zaciągnęliśmy kredyt w wysokości 900 tys. zł na sfinansowanie modernizacji stacji uzdatniania wody w Cielcach). Innymi słowy-wracając do wcześniejszego porównania-żeby żyć (istnieć, dostarczać wodę odpowiedniej jakości) musimy się żywić. Tym wyżywieniem są opłaty za wodę i ścieki.
    Ceny wody i ścieków:
    W tytule piszemy o emocjach, które wzbudzają. Tak rzeczywiście jest i wynika to z wielu powodów. Woda jest produktem, bez którego nie możemy żyć. Dosłownie i w przenośni. To podstawowe dobro, które powinno być dostępne dla każdego. Ale jej wydobycie, uzdatnienie, dostarczenie odbiorcom jest coraz droższe. Woda (i ścieki) po prostu kosztuje, ma swoją cenę, jest towarem. I tego nie dostrzegamy. Z jednej strony mamy bardzo duże i uzasadnione wymagania co do jakości. Z drugiej zaś nie akceptujemy kosztów. A te koszty rosną, lawinowo wręcz. I tu pojawia się zgrzyt. I tu pojawiają się dylematy. Jak zorganizować i jak zarządzać z sensem tym kioskiem, który sprzedaje tylko trzynaście gazet, ale musi to robić w coraz większych i nowocześniejszych centrach handlowych.

    Ponieważ i woda i jej ceny wzbudzają emocje, bardzo łatwo o manipulacje. Niezwykle nośne i popularne wśród polityków są hasła taniej wody i stop dla podwyżek cen. Z jednej strony chwalimy się inwestycjami i kilometrami rur, ale z drugiej, nie widzimy konsekwencji w postaci kosztów. A one są. Niezależnie, czy ktoś je zauważa, czy nie. Czy rozumie, czy nie. Te koszty nie tylko są, ale i będą. One wcześniej, czy później wyjdą spod dywanu pod który zwolennicy taniej wody lubią je zamiatać. Trochę jak w Grecji. Im później, tym drożej i z większymi konsekwencjami.
    Na koniec kilka liczb i próba odpowiedzi na pytanie: czy woda rzeczywiście jest droga?
    Dla kogoś, kto nie zarabia dużo, a z takimi klientami mamy w dużej mierze do czynienia, rachunek opiewający na sto złotych, to często kwota trudna do zapłacenia. My zdajemy sobie oczywiście z tego sprawę. Często spotykamy się z zarzutami, że nasza woda jest najdroższa na świecie. To także rozumiemy, chociaż wiemy, że to nieprawda i łatwo to sprawdzić www.zwikwarta.pl lub www.cenywody.pl Tu od razu jedno zastrzeżenie. Nie jesteśmy zwolennikami porównywania naszych cen z cenami innych przedsiębiorstw, bo takie porównania z reguły są mylące i mają walor porównywania traktora do samochodu osobowego (też ma cztery koła, kierownicę i jeździ). Zasadniczo są bez sensu.

    Przeciętnie każdy mieszkaniec gminy zużywa ok. 80 litrów wody na dobę. Miesięcznie, to ok.
    2,4 m3 na osobę, ponieważ 80 l*30 dni=2400 l:1000=2,4 m3 (1m3=1000 litrów)
    Podwyżka wody od 1 sierpnia 2015 r. wynosi realnie 10 gr (po uwzględnieniu dopłaty gminy
    w wysokości 25 groszy).
    Policzmy kwotę podwyżki dla 1. osoby miesięcznie:
    2,4 m3 (m-nie na osobę)*0,10 zł (podwyżka)=0,24 zł czyli 24 gr miesięcznie na osobę.
    W ciągu roku podwyżka obciąży, zatem budżet 1. osoby na kwotę 2 zł i 88 gr.
    Dla 3.osobowej rodziny roczny wydatek z tytułu podwyżki, to 8 zł 64 gr.
    To zdaje się koszt 1. paczki papierosów.

    Koszt zakupu 1 litra wody w sklepie, to ok. 1 zł.
    Koszt zakupu 10 litrów wody z kranu, to ok. 0,03 zł czyli 3 grosze.
    Roczny wydatek na zakup 365 l wody do picia ze sklepu (przy założeniu, że wypijamy litr
    dziennie), to 365 zł.
    Roczny wydatek na zakup 365 litrów wody do picia z kranu (litr dziennie), to 2 zł 19 gr.

    Piotr Trojanowski

    Administrator